„Uśmiech podopiecznych jest dla mnie największą nagrodą“

Jerzy Korn, Częstochowa

Jerzy Korn Hausengel

Praca w opiece wyłącznie dla kobiet? Nic bardziej mylnego! To tylko stereotyp. Zarówno kobiety jak i mężczyźni potrafią być tak samo wrażliwi, empatyczni i pomocni. Płeć w żadnym stopniu nie warunkuje preferencji do wykonywania tego zawodu, ważne są charakter, predyspozycje i umiejętności. I o tym najlepiej świadczy historia naszego bohatera, Pana Jerzego, który od 6 lat zawodowo związany jest z Hausengel.

Pan Jerzy to człowiek o wysokiej kulturze osobistej, pełen pozytywnej energii i dobrego humoru. Rodziny niemieckie bardzo cenią sobie z nim współpracę za jego profesjonalizm, duże zaangażowanie i serce, jakie wkłada w wykonywane obowiązki. Nie boi się nowych wyzwań, jest otwarty na ludzi i traktuje wszystkich z ogromnym szacunkiem. To klasa sama w sobie.

Panie Jerzy, czym zajmował się Pan przed podjęciem współpracy z Hausengel?

Z wykształcenia jestem inżynierem, jednak w mojej specjalizacji nie znalazłem pracy w tamtych czasach, dlatego przez wiele lat pracowałem w charakterze przedstawiciela handlowego. Z biegiem lat firma ogłosiła upadłość i zostałem na lodzie. Za namową znajomych otworzyłem własny biznes, który z powodu problemów gospodarczych w Polsce także z czasem upadł.

Dlaczego zainteresował się Pan ofertą pracy w opiece za granicą? I jak trafił Pan do Hausengel?

Moja małżonka z wykształcenia jest nauczycielką i podczas redukcji etatów, także straciła pracę. To ona jako pierwsza podjęła się pracy w opiece, wtedy jeszcze z inną konkurencyjną firmą, a że ja nie boję się nowych wyzwań, stwierdziłem, że też chętnie spróbuję, dlaczego nie? Moje pierwsze zlecenia za granicą także były za pośrednictwem firmy konkurencyjnej. Jednak żona była bardzo niezadowolona z agencji, dla której wtedy pracowała i szukała innych rozwiązań, aż trafiła na Hausengel. Namówiła mnie na przejście do Was i tak zostałem, wiernie od 6 lat. Nie zmieniam rzeczy, które dobrze funkcjonują.

Czy wyjeżdżając do Niemiec, znał Pan język niemiecki?

Tak, języka niemieckiego uczyłem się jeszcze w szkole średniej, ale nabyłem tam solidne podstawy. Także potrafiłem się jako tako komunikować. Potem postawiłem na samokształcenie, mój niemiecki jest niegramatyczny, ale nie mam żadnych trudności, aby porozumieć się z podopiecznymi i ich rodzinami. Znajomość języka pozwala mi także rozwiązywać i wyjaśniać samodzielnie wiele problemów, które rodzą się po drodze.

A posiadał Pan jakieś doświadczenie w opiece?

Owszem, opiekowałem się chorym teściem, potem moim ojcem, a także miałem krótki zawodowy epizod pracy w pogotowiu ratunkowym, gdzie zapoznałem się z pierwszą pomocą i innymi umiejętnościami przydatnymi w opiece nad osobami chorymi.

Swoją pracę dobrze wykonuje ten, który lubi, to co robi. Co daje Panu satysfakcje w tym zawodzie?

Zlecenia są różne, mniej lub bardziej przyjemne, czasem trudne. Jestem osobą poważnie podchodzącą do mojej pracy i bez względu na stopień trudności opieki daję z siebie wiele i największą radością jest dla mnie uśmiech podopiecznych, którzy czasem z powodu choroby nie mogli już nawet mówić, ale wyraz ich twarzy i blask w ich w oczach wyrażał zadowolenie. Poczucie niesienia pomocy tym ludziom i bycie docenianym, także przez ich rodziny daje ogromną satysfakcję. Rodziny podopiecznych, na które trafiłem, były i są super. Zawsze potrafią docenić naszą pracę i okazać wdzięczność, a nawet podziw, bo oni niejednokrotnie by nie podołali tym obowiązkom, wiodąc przy tym swoje życie prywatne.

Zawód opiekuna to ogromna odpowiedzialność i wymagające zadanie, jakie aspekty są według Pana najtrudniejsze?

Myślę, że bardzo trudny jest moment, kiedy podopieczny umiera. Staram się zachować dystans emocjonalny w mojej pracy, ale mimo wszystko spojrzeć śmierci w oczy to ogromnie przygnębiające. Przeżyłem to dwa razy, jeden z podopiecznych umarł w moim ramionach. Drugą najtrudniejszą kwestią jest opieka nad osobami z zaawansowaną demencją lub Alzheimerem, ponieważ w tym przypadku ciężko o jakąś komunikację i kontakt z chorą osobą. To jest zarówno trudne w kontekście pracy, jak i smutne z ludzkiego punktu widzenia. Wymaga ogromnej cierpliwości i wyrozumiałości. Moje najgorsze zlecenie, to właśnie opieka nad osobą chorą z Alzheimerem, pacjent nie do ogarnięcia, mobilny w nocy, wyrzucający wszystko z szafek kuchennych, codzienna rewolucja. Odliczałem dni do końca zlecenia. Jednak zawsze sobie powtarzałem, że to jest choroba i nic z tym nie zrobię. Jak się okazało, nie da się mnie tak łatwo zniechęcić i wróciłem tam po raz drugi. Ale ostatecznie, podopieczny został oddany do szpitala. Przypadek był za trudny do opieki domowej.

Rodziny bardzo chwalą sobie współpracę z Panem, Pana poczucie humoru i obowiązkowość. Jakich porad mógłby Pan udzielić osobom, które stawiają pierwsze kroki w tym zawodzie?

Cierpliwość i empatia to chyba najważniejsze cechy. Trzeba zdawać sobie sprawę, że najczęściej mamy do czynienia z osobami chorymi, których zachowanie często jest wywołane chorobą, Podopieczni potrafią wywijać różne numery, których nie zrobiliby nigdy, gdyby byli zdrowi. Takie podejście pozwala mi nie brać sobie różnych przykrości do serca i nie rodzi we mnie frustracji. Zatem polecam też spokój, zamiast nerwów. Na każdym zleceniu warto też ustalić priorytety, na czym należy się skupić najbardziej. Poza tym odrobina dobrego humoru i dobra energia też nie zaszkodzą. Nasz pozytywny nastrój przekłada się na samopoczucie podopiecznych. Na obecnej „szteli“ jestem już od 1,5 roku i mam tego samego zmiennika. Dziadek nas obu lubi, ale za każdym razem, tydzień przed zmianą, twierdzi, że ma już któregoś z nas dosyć i dopytuje, kiedy przyjedzie zmiennik. I tak co miesiąc. Jest to już nawet zabawne.

Od 6 lat współpracuje Pan z Hausengel, co ceni Pan najbardziej w tej zawodowej relacji?

Poprzednia agencja, z którą rozpocząłem przygodę z tą branżą, w zasadzie mnie nie rozczarowała, ale z Hausengel czuję się dosłownie zaopiekowany. Wiem, że jeśli pojawi się jakiś kłopot, firma pomoże mi go rozwiązać. Wszystkie kwestie księgowe i podatkowe są załatwiane przez Hausengel, niczym nie muszę się martwić i to mi bardzo odpowiada. Z chęcią polecam Hausengel innym.

Gdzie jest Frau Anneliese?

Audronė Tamulienė, Litwa
Pewnego słonecznego wrześniowego poranka na nową sztelę wiózł mnie świeżo upieczony taksówkarz, który wcześniej pracował na poczcie. Czas umilaliśmy sobie rozmową i dzięki temu stres związany z nowym zleceniem opadł. Na miejscu powitała mnie córka mojej podopiecznej. W ogrodzie zauważyłam starszą kobietę. Przywitałam się z nią i zapytałam o jej imię. Przedstawiła mi się, podając swoje nazwisko poprzedzone słowem „Frau“. Wybraliśmy się wspólnie do restauracji na obiad. Usiedliśmy na zewnątrz w miejscu z widokiem na rzekę, skąd mogliśmy podziwiać wspaniałą okolicę: kamienne mosty czy pięknie odrestaurowane domy z muru pruskiego.

Jak mysz pod miotłą

Laura Bihari, Węgry
Sierpień 2010 był na Węgrzech bardzo upalny, temperatura sięgała nawet do 38 stopni Celsjusza. Ale nie miało to dla mnie większego znaczenia, bo przyjęłam właśnie po dwóch ciężkich miesiącach zlecenie do opieki w Niemczech, we współpracy z Hausengel. Byłam podekscytowana, że będę pracować za granicą.

Niespodzianka w ogrodzie

Marzena Schulz
Już jako dziecko Niemcy kojarzyły mi się pozytywnie. Z zazdrością obserwowałam ludzi, którzy otrzymywali paczki z zachodu i żałowałam, że i ja nie mam za granicą kogoś bliskiego, kto mógłby mnie czymś fajnym obdarować. Z kolei jako dorosła kobieta pracowałam wiele lat w charakterze kelnerki. W swojej pracy często miałam do czynienia z Niemcami, którzy zazwyczaj byli do mnie miło nastawieni, więc takie sytuacje nadal umacniały we mnie zamiłowanie do zachodu.
Któregoś dnia zamarzyla mi się praca recepcjonistki, ale tu wskazana była znajomość języka niemieckiego. Stwierdziłam, że najlepiej byłoby uczyć się języka niemieckiego w jego naturalnym środowisku i czas wyruszyć do Niemiec.