Od wyzwania do satysfakcji
Marlena Obiała
Choć do branży opiekuńczej pani Marlena Obiała trafiła stosunkowo niedawno, doskonale odnajduje się na zleceniach w Niemczech. W pracy stawia na szczerość i to, by być sobą. Jej troskę i ciepło widać m.in. na talerzu, bo kocha gotować dla swoich podopiecznych.
Powody i początki
Na zlecenia do Niemiec jeżdżę od niedawna – pierwszy raz wyjechałam w lipcu 2025 roku, jestem więc nadal świeża w branży. Kiedy straciłam pracę, podjęłam decyzję o tym, by spróbować swoich sił w opiece. W trzy dni załatwiłam pierwszy wyjazd, co było chyba też trochę moją reakcją na ówczesną sytuację. Nie żałuję! Wtedy nie wyjechałam z Hausengel, lecz z inną firmą.
Na ofertę Hausengel natknęłam się przypadkiem w Internecie. Oczywiście miałam obawy dotyczące gewerby, jednak kluczowe okazało się wynagrodzenie i ze względu na nie zdecydowałam się spróbować. Po to się przecież wyjeżdża, żeby dobrze zarobić, a póki mam taką możliwość, siłę i ochotę, chcę wykorzystać ten czas. Nie oszukujmy się, w Polsce nie byłoby szans na takie pieniądze. Zależało mi przy tym na tym, żeby nie zostawiać w Niemczech podatku. Jak na razie, jestem bardzo zadowolona.
Na zleceniu
Moja pierwsza koordynatorka z ramienia Hausengel, Emilia, zaproponowała mi zlecenie, na które wkrótce wrócę po raz kolejny. Oprócz mojej podopiecznej, w domu mieszkają również mąż oraz inni bliscy. Myślę, że udało nam się poukładać relacje z rodziną. Staram się ich zrozumieć, myślę, że swoje przeszli, a choroba seniorki zwłaszcza dla jej męża jest bardzo trudna. Widzę jednak, że cała rodzina bardzo kocha moją podopieczną i wszystkim zależy na tym, by jak najdłużej była w dobrej kondycji.
Pani, którą się opiekuję, ma demencję i Alzheimera, ale jest rewelacyjną, sympatyczną osobą. Bardzo ją polubiłam. Chorego człowieka da się lubić. Miewa oczywiście gorsze dni czy chwile, zamyka się wówczas w sobie, staje się nieobecna, ale nie jest agresywna.
Zależy mi na tym, żeby moja podopieczna była zadowolona i zawsze cieszę się, jak się uśmiecha. Uwielbia muzykę, zwłaszcza poważną. Kiedyś jej mąż powiedział mi, jakiej piosenki zawsze chętnie wspólnie słuchali. Gdy ją włączam, atmosfera od razu się zmienia. Nie wiem, czy moja podopieczna pamięta cokolwiek sprzed choroby, ale widząc jej figlarne spojrzenie, wiem, że tu i teraz jest dobrze.
Język opiekunki
W codziennej pracy czasem ważniejsze niż same słowa są ton głosu i gesty. W opiece nad podopieczną przydają się spokój i cierpliwość, ale przede wszystkim dużo uśmiechu, dobrej energii, serdeczności. Czasem potrzeba jej przyjacielskiego przytulenia lub potrzymania za rękę. Trzeba starać się rozumieć demencję.
W kontakcie z podopieczną niemiecki nie jest niezbędny – często mówię do niej po polsku. Jednak generalnie jest potrzebny, a ja jeszcze nie znam go zbyt dobrze. Chciałabym się rozwijać, tylko trochę brakuje mi czasu. Mimo wszystko radzę sobie! Gdy brakuje mi słów, wspieram się aplikacjami w telefonie. Pomaga też to, że bliscy podopiecznej bez trudu podłapują polskie słówka. Nie na wszystkie tematy jesteśmy w stanie płynnie porozmawiać, ale udaje nam się porozumieć. Jestem optymistką, więc wiem, że w każdej sytuacji dam sobie radę.
Żeby było jak najlepiej
Przed podjęciem zlecenia u mojej podopiecznej, koordynatorka przedstawiła mi pełną informację. Mimo że w domu mieszka cała rodzina, to ja opiekuję się tylko seniorką. Jej mąż jest w pełni sił i nie wymaga pomocy. Jedynie posiłki przygotowuję też dla niego. Bardzo lubię gotować, a oni uwielbiają polskie obiady – kopytka, kluski śląskie, racuchy z jabłkiem, placki ziemniaczane, nasze surówki, żurek i inne zupy, zwłaszcza z dużą ilością jarzyn. Jedzą mało mięsa, za to kochają warzywa i owoce, lubią jajka, ciemny chleb. W piątki mąż podopiecznej zawsze kupuje świeżą rybę na obiad. Po dobrym jedzeniu poprawia się humor, więc staram się, żeby to, co gotuję, było smaczne. Zresztą w ogóle swoją pracę wykonuję jak najlepiej, ale nie jestem służącą. Przyjeżdżam pomagać i godnie zarabiać. Gdy coś mi nie odpowiada, mówię o tym otwarcie.
Szczerość i wsparcie
Bardzo cenię sobie współpracę z Hausengel. Jadąc na zlecenie, wiem, czego się spodziewać. Wiem też, że mogę liczyć na pomoc. Czasami człowiek czuje się obciążony albo niezrozumiany. Kiedy byłam w takiej sytuacji, koordynatorka mnie wysłuchała, udzieliła mi dobrej rady, wsparła dobrym słowem. Mamy świetny kontakt – sympatyczny, ale konkretny. Otrzymuję odpowiedź na każde pytanie i nie muszę przy tym długo na nią czekać. Ogromne znaczenie ma dla mnie również to, że nie muszę zajmować się formalnościami. Wiem, dokąd zadzwonić w razie problemów. Czuję się objęta dobrą opieką.
Polecam Hausengel
Praca w opiece nad starszymi osobami nie jest łatwa i na pewno nie jest dla każdego. Trzeba być bardzo empatycznym, mieć zapał i dobre chęci, ale trzeba też dbać o siebie równie dobrze jak o podopiecznego. Jeśli z opiekunką będzie coś nie tak, to ona nikomu przecież nie pomoże.
Gdy jestem na zleceniu, najtrudniejsza jest dla mnie tęsknota za rodziną, ale nie żałuję, że podjęłam tę pracę. W życiu trzeba czasem się odważyć! Wszystkim, którzy zastanawiają się nad tym, czy wyjechać do Niemiec do opieki, radzę, by spróbowali i postawili na Hausengel – ja jestem bardzo zadowolona.