Pomiń nawigację
Umów się na konsultację +48 61 415 13 08 Czat WhatsApp
Czat internetowy

Zgoda wymagana

Aby korzystać z czatu UserLike, prosimy o zgodę na używanie plików cookie do celów marketingowych. Te pliki cookie są niezbędne, aby UserLike mógł optymalizować i personalizować usługę czatu. Zgodę można wycofać w każdej chwili.

Polityka plików Cookie

info(at)hausengel.pl

Na kawie z Angelą Merkel

Michał Dąbrowski

Pan Michał Dąbrowski dla swoich podopiecznych jest nie tylko wsparciem w codzienności, ale też doskonałym partnerem do dyskusji. Świetna znajomość niemieckiego zapewnia mu dostęp do niestandardowych zleceń, na których, jak mówi, ciągle się rozwija. Co ciekawe, zakres jego obowiązków często wcale nie jest typowy dla branży opiekuńczej.

Jak to się zaczęło

Przez sześć lat pracowałem w Polsce jako terapeuta zajęciowy w środowiskowym domu samopomocy – miejscu dziennego pobytu dla osób dorosłych z różnymi schorzeniami, chorobami psychicznymi, ale też niepełnosprawnościami ruchowymi. Któregoś dnia zadzwoniła do mnie koleżanka z informacją, że jej sąsiadka pracuje jako opiekunka, i pytaniem, czy nie byłbym zainteresowany podjęciem współpracy z Hausengel. To był dość trudny czas w Polsce, wprawdzie miałem pracę, z której byłem zadowolony, ale podjąłem decyzję, że chciałbym spróbować. Pomyślałem, że wyjadę na kilka tygodni, a tymczasem pojechałem na trzy miesiące i ta praca na tyle mi się spodobała, że zaraz minie 15 lat, odkąd trafiłem do Hausengel.

Jadąc na pierwsze zlecenie, miałem już duże doświadczenie zawodowe. Jedyną barierą był język niemiecki. Niby nie był mi zupełnie obcy, ale na pewno nie pozwalał na swobodną komunikację. Bardzo zależało mi na tym, żeby radzić sobie w pracy, móc załatwić coś w banku, poznawać ludzi i rozmawiać z nimi. Nie chciałem też czuć się wyalienowany w nowym środowisku. Przy słabej znajomości niemieckiego zostałem rzucony na głęboką wodę, bo zdecydowałem się pojechać do niewidomego podopiecznego. Jeżeli nie zna się języka i nie ma możliwości, by coś pokazać, to łatwo nie jest.

Poświęcałem dużo czasu na naukę, zwłaszcza w weekendy, kiedy miałem wolne. Do tego podopieczny okazał się być nieprawdopodobnie cierpliwym człowiekiem, bardzo chętnym do tego, żeby wspierać mnie w robieniu postępów. Mimo trudności, które dotyczyły nas obu, mieliśmy bardzo dobry kontakt. Dużo wychodziliśmy na spacery – on po studzienkach kanalizacyjnych poznawał, kiedy powinien na przykład skręcić w prawo. Wcześniej nigdy nie pracowałem z osobami niewidomymi, więc dowiadywanie się, jak radzą sobie na co dzień, było dla mnie bardzo ciekawe. Chyba dwa czy trzy lata jeździłem do tego pana.

Postępy i wyzwania

Przez tych kilkanaście lat rodziny i zlecenia były bardzo różne, zwłaszcza że opiekujemy się przecież ludźmi chorymi. Miałem kilkoro podopiecznych z demencją i to w różnym stopniu zaawansowania. Jeden pan, do którego jeździłem, był agresywny. Z miesiąca na miesiąc jego agresja wobec mnie się wprawdzie zmniejszała, ale trwało to dosyć długo. Rozmowy z podopiecznymi z demencją były dosyć ograniczone i proste, bo dotyczyły tego na przykład, jaki dziś dzień, czy pogoda jest ładna itd. Wtedy uczyłem się niemieckiego mniej intensywnie, choć wspomagałem się różnymi innymi metodami. Korzystałem z podręczników, słuchałem programów informacyjnych, radia.

Później zacząłem podejmować zlecenia u rodzin z tzw. wyższych sfer. Tam już język niemiecki nie był taki prosty, słownictwo stało się bardzo bogate, a ja chciałem je poznawać. Dzięki temu mogłem funkcjonować w tym środowisku i dalej się rozwijać. Praca w rodzinach inteligenckich, z osobami z tytułami naukowymi chociażby, ma swoją specyfikę. Dzięki mojemu obecnemu podopiecznemu, który piastował ważne funkcje polityczne, mogłem osobiście poznać Angelę Merkel. Przy kawie miałem okazję porozmawiać z nią na bieżące tematy polityczne. W takich sytuacjach jestem sam z siebie dumny, że moje umiejętności pozwalają na swobodną dyskusję.

Bez wątpienia praca w opiece przyniosła mi dużo intelektualnych wyzwań. Nie jest łatwa, ale dzięki niej można dużo się nauczyć o języku, kulturze, obyczajowości. Niemcy są tak blisko nas, a jednak to zupełnie inny kraj. Przez to też, mimo że długo pracuję już w branży opiekuńczej, mam ciągłą ochotę na to, by dalej się rozwijać, poznawać język niemiecki i uczyć się nowych rzeczy. To możliwe, bo jestem w dobrym miejscu.

Dobrze sobie radzę

Każde zlecenie jest nieco inne i to, czy będzie nam ono odpowiadać, zależy głównie od tego, jakie mamy oczekiwania i w czym się sprawdzamy. Zauważyłem, że wprawdzie praca na wsi jest spokojniejsza i może mniej stresująca, jednak najlepiej czuję się na zleceniach w dużych miastach u osób, dla których wykształcenie czy kultura osobista mają duże znaczenie.

Hausengel dopasowuje opiekunów do poszczególnych zleceń. Mimo że nie znamy się osobiście z naszymi koordynatorkami, to one mają wobec nas dobre wyczucie. Parę razy zdarzyło się, że trafiłem do nowych podopiecznych, bo moja koordynatorka zdecydowała, że będę świetnie u nich pasował i się sprawdzę. To bardzo budujące. Nawet powiedziałbym, że to dla mnie wyróżnienie, że firma powierza mi nowe rodziny, i to często takie, które mają wysokie i specyficzne wymagania. Dotychczas radziłem sobie całkiem dobrze w sytuacjach, w których się znajdowałem.

Aktualnie od ponad roku regularnie wracam do tego samego podopiecznego. Muszę powiedzieć, że na zleceniach u niego mam niewiele obowiązków związanych stricte z opieką – jest w miarę samodzielny, a moje zadania są głównie organizacyjne. Mam pieczę nad różnymi terminami, załatwiam sprawy, chodzę z nim do lekarza, za to nie gotuję ani nie sprzątam. Wśród dodatkowego personelu mojego podopiecznego jest osobista sekretarka, która pracowała z różnymi osobami ze świata polityki i ma szereg kontaktów. Każdy ją zna, wystarczy, że się przedstawi i bardzo wiele spraw jest w stanie szybko załatwić. Oprócz wspomnianej Angeli Merkel u mojego podopiecznego często goszczą też inne osobistości. Gdy jestem przedstawiany przez podopiecznego jako jego prawa ręka, to czuję prawdziwą dumę i jeszcze większą motywację.

Jestem zadowolony

Współpraca z Hausengel oznacza dla mnie przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa. Myślę, że ono jest w tej pracy najważniejsze. Mamy świetne ubezpieczenie, z którego wiele razy korzystałem i nigdy nie miałem problemów. W przypadku nagłego zakończenia zlecenia – na przykład z powodu śmierci podopiecznego – czy ewentualnych problemów wiem, że nie jestem sam. Zawsze mogę zadzwonić do firmy i uzyskam pomoc – dotychczas mogłem liczyć na każdą z moich koordynatorek. Z Hausengel po prostu się nie martwię. Wiem, że z jednej strony nie zostanę bez zlecenia, a z drugiej – do żadnego nie będę zmuszony. 

Nie ukrywam, że finanse są dla mnie ważne. Na początku nie było to tak istotne, bo też myślę, że jeśli lubimy to, co robimy, to pieniądze są przyjemnym dodatkiem, ale teraz nieco się to zmieniło. Wybierając zlecenie, nie kieruję się jednak wyłącznie możliwościami finansowymi, ale biorę je pod uwagę i cieszę się, że mogę negocjować stawkę.

Naprawdę warto

Kilka osób wprowadziłem do Hausengel. Wiem, że tym, co nieco odstrasza, jest konieczność założenia swojej działalności i obawa przed sprawami podatkowymi. Tymczasem nie taki diabeł straszny, jak go malują, co wiem na podstawie ponad 14 lat współpracy z firmą. Mamy świetne koordynatorki, które we wszystkim pomagają i do których zawsze o tę pomoc można się zwrócić. Kwestie podatkowe i finansowe są pod kontrolą i o wszystko można dopytać – pracownicy nie tylko wszystkiego pilnują, ale też chętnie wszystko wytłumaczą.

Na pewno zachęcam do tego, żeby uczyć się języka, bo wprawdzie ze słabym niemieckim da się pracować, to jednak mówiąc na dobrym poziomie, może być lepiej i wygodniej. Niemiecki się po prostu przydaje, daje niezależność i poczucie bezpieczeństwa.

Praca w opiece bywa trudna, ale wbrew pozorom jest naprawdę bardzo rozwijająca. Daje szereg nowych kompetencji i możliwości, pozwala poznać język, kulturę i czerpać z niej dla siebie. Musiałbym się bardzo zastanowić, co w tym zajęciu jest dla mnie najtrudniejsze. Na początku były to rozstanie z rodziną, słaba znajomość niemieckiego, tęsknota za domem. W tej chwili, gdybym musiał wybierać – tylko Polska albo tylko Niemcy, to miałbym ogromny problem. W Polsce czuję się dobrze, ale i w Niemczech po tylu latach czuję się już trochę jak u siebie.

Lubię tę pracę

Marzanna Kurlapska
Pani Marzanna Kurlapska jest jedną z tych opiekunek Hausengel, które twardo stąpają po ziemi, ale są przy tym pełne ciepła i serdeczności. Lubi swoją pracę, bo lubi pomagać ludziom. Z zapałem wspiera nie tylko swoich podopiecznych, lecz także inne opiekunki, zwłaszcza te, które są na początku drogi zawodowej. Chętnie dzieli się z innymi cennymi radami i swoim niemałym doświadczeniem.

Nie miałam obaw

Danuta Zielińska
Panią Danutę od zawsze pociągała praca z ludźmi, świetnie więc odnalazła się w roli opiekunki. W pracy potrafi dobrze wykorzystać swoje zdolności artystyczne, ale podopiecznych zjednuje sobie przede wszystkim dzięki serdeczności i elastycznemu podejściu.

Mam mocną podstawę do pracy

Ewa Ciołek
Pani Ewa pierwszy raz wyjechała do Niemiec we współpracy z Hausengel w styczniu 2009 roku. Ma nie tylko bardzo duże doświadczenie jako opiekunka, lecz także dobrze poznała firmę. Pamięta czasy, kiedy wyjazdy na zlecenia organizowane były zupełnie inaczej. Niezmienne jednak jest zaangażowanie pani Ewy, którą rodziny bardzo cenią za serdeczność i pracowitość.

Jeśli jesteś zadowolona ze współpracy z Hausengel, poleć nas znajomym i otrzymaj premię w wysokości 200,- €!

Zgarnij premię za polecenie!

Nasze wyróżnienia i członkostwa

Napisz przez WhatsAppa
Umów konsultację telefoniczną
Zadzwoń +48 61 415 13 08
Napisz na info(at)hausengel.pl